Następny rozdział:

Rozdział 20 - 52%
Korekta - -
Przewidywana premiera: LIPIEC

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Rozdział 19

- Daleko jeszcze? - zapytał zniecierpliwiony Gray.
- Już blisko - mruknął Gajeel, idąc przodem razem z Caną i Exeedami. Lucy spojrzała ze smutkiem na Natsu, który od nocnej rozmowy na drzewie nie odezwał się do niej ani słowem. Piraci kierowali się do miasta, w którym miała znajdować się Brama. Tego dnia wstali wraz ze wschodem słońca i rozpoczęli wędrówkę.
- Nie niepokoi was coś? - zapytała Erza, rozglądając się czujnie na wszystkie strony. W jej ręce znajdował się miecz, a ona sama w każdej chwili była gotowa na atak. Zresztą pozostali zachowywali się podobnie.
- Wczoraj nikt się nie zjawił. Mam wrażenie, że nawet nas nie szukają - powiedziała, zerkając na przyjaciół.
- Czekają - odezwał się Dragneel. - Oni wiedzą, że sami przyjdziemy.
Scarlet westchnęła cicho. Pirat wypowiedział na głos jej własne myśli, choć bardzo chciała, by nie były one prawdziwe.
- To ich strategia, tak? - szepnęła Juvia mimo, że znała odpowiedź. Wszyscy byli świadomi sytuacji, w której się znajdowali.
- Gajeel, jesteś w stanie nas bezpiecznie przeprowadzić przez miasto? - zapytał Jellal.
- A gdzie dokładnie? - Cana przymrużyła oczy. - I czy możesz nam w końcu wyjaśnić dlaczego Brama nie znajduje się w wodzie?!
- Widzieliście ją? - Fernandesa zatkało. Patrzył wielkimi oczami na obojętną twarz Alberony.
- Tak, stoi w centrum miasta - wzruszyła ramionami.
- Wyłowili ją - wymamrotał niebiesko-włosy.
- Słucham? - szatynka spojrzała na pirata, a w jej oczach kryła się irytacja.
- Wyłowili ją z Wiecznego Źródła - powiedział głośniej chłopak. Natsu zmarszczył czoło. Wytężył słuch, by lepiej usłyszeć słowa kolegi. Nie umknęło to Heartfilii. Przymrużyła oczy, przyglądając się Dragneelowi.
- Wiecznego Źródła? - zapytała, nie odrywając wzroku od różowo-włosego, który jednak nie zwracał na nią większej uwagi.
- Ludzie, którzy mieszkali w tamtej wiosce wierzyli, że wody tego źródła zapewnią jej wieczny byt, ale jeśli ono wyschnie... Zakończy się i życie wioski oraz ludzi w niej żyjących. Wierzyli jednak, że to nie nastąpi.
- No to się przeliczyli - parsknął Redfox. - Tam nie ma żadnego źródła.
- Myślę, że ono musiało już dawno wyschnąć, skoro to miasteczko jest już tak długo opuszczone - powiedziała Cana, marszcząc czoło.
- Popieram - dodała szkarłatno-włosa.
- No właśnie - zaśmiała się lekko szatynka. - Musiało się ono znajdować w centrum, a gdy wyschło, pozostawiło Skarb Heartfiliów, który Raven Tail musiało postawić na rozkaz Zerefa.
Dragneel zmarszczył czoło.
- Coś mi się przypomniało - oznajmił. Wszystkie oczy skierowały się w stronę zamyślonego chłopaka.
- Ale... Nie wiem skąd - dodał, spoglądając w bok.
- Mów - powiedziała stanowczo Lucy. Różowo-włosy spojrzał na nią ze zdziwieniem, lecz szybko odwrócił wzrok. Jej widok sprawiał mu ból.
- Mm... Ta wyspa nazywała się kiedyś Miejscem Życia, nie mylę się? - zerknął na Fernandes'a.
- T-tak, skąd...
- Źródło Życia stanowiło dla jej mieszkańców wszelkie dobra, a raz w roku było w stanie uleczyć jednego człowieka z wioski z każdej choroby. Nawet śmiertelnej... Pewnego dnia...
Przerwał, czując dotyk na ramieniu. Przeniósł wzrok w stronę czekoladowych oczu.
- Lucy? - wyrwało mu się z ust.
- Nie kończ - wycedziła. Właśnie wtedy zorientował się, że w jej oczach kryje się strach... Czyżby powiedział coś, o czym poinformował ją Zeref? Szybko jednak odgonił tę myśl. Musiał jej wreszcie zaufać tak, jak kiedyś. Bezgranicznie.
- Co się stało, Lucy? - do dziewczyny podeszła Erza.
- Pojęcia nie mam. - Blondynka patrzyła badawczo na Salamandra. - Z nim jest coś nie tak. Natsu, dobrze się czujesz?
- O co ci do cholery chodzi?! - warknął pirat.
- Zapytałam! - widział na jej twarzy stanowczość. Zachowanie dziewczyny irytyowało go. Prychnął, po czym oddalił się od przyjaciół, kierując się w stronę miasta.
- Natsu! - usłyszał za plecami rozpaczliwy głos Heartfilii. Nie odwracając się uniósł rękę, na pożegnanie.
- Wracaj, idioto! - krzyczała dziewczyna. Dałby sobie rękę odciąć, że w jej oczach pojawiły się łzy. Przyspieszył. Zrozumiał dlaczego pamiętał... Stanowił zagrożenie dla przyjaciół i Lucy.
- Przepraszam - wyszeptał, znikając piratom z oczu.
- Co to miało być?! - zszokowany Gray patrzył na zrozpaczoną blondynkę.
- Pozwalacie mu odejść?! Tak po prostu?! - po policzakch Heartfilii zaczęły spływać łzy. - Czy to jest Fairy Tail?!
- Lucy? - do przyjaciółki podeszła Locksar, próbując ją objąć.
- Zostaw mnie - warknęła dziewczyna, odsuwając się od niebiesko-włosej.
- Pytam; czy to jest Fairy Tail?!
Wszyscy piraci spuścili głowy. Blondynka parsknęła.
- No jasne - przewróciła oczami. - Co się z wami stało, co? Gdzie jest to waleczne, nigdy nie wątpiące Fairy Tail? Co się z nim stało? Gdzie ono jest?
- Lucy... - westchnął Fullbuster.
- Dlaczego pozwoliłeś mu odejść? - warknęła dziewczyna, podchodząc do pirata i zaglądając mu prosto w oczy. - Przecież to twój przyjaciel.
Po plecach bruneta przebiegły dreszcze. Spojrzał na przyjaciół, szukając w nich pomocy, lecz oni stali zszokowani, przyglądając się wściekłej dziewczynie.
- Pytam - usłyszał jej głos. Przełknął ślinę.
- Nie wiem, co mu się stało. Nie wiem, co tobie się stało - powiedział spokojnie. Blondynka zacisnęła usta. Zerknęła w kierunku, w którym zniknął Dragneel.
- Co za kretyn - szepnęła. Do jej oczu napłynęły łzy.
- To naprawdę tylko dlatego, że chciałam odzyskać wspomnienia? - pomyślała. Jej serce było rozdarte. Nie wiedziała o czym myśleć, jak się czuć... W jej głowie znajdowała się tylko jedna, dobijająca ją myśl; zawiodłam go.
- Lucy - Scarlet otrząsnęła się i podeszła do załamanej przyjaciółki. Ta jedynie spojrzała na nią ze smutkiem.
- To moja wina - stęknęła, czując jak nogi załamują się pod wpływem ciężaru jej własnego ciała. - To wszystko moja wina.
- Co? O czym ty mówisz? - przestraszona szkarłatno-włosa upadła na ziemię obok blondynki, po czym mocno ją przytuliła. - Uspokój się, Lucy.
- Jestem taką egoistką - szepnęła dziewczyna. Czuła ogromny ciężar na sercu, lecz nie potrafiła wypuścić łez. Nie mogła uwolnić się od tego ciężaru.
- Nie! Niby dlaczego? - Tytania spojrzała na smutną twarz przyjaciółki. - Jesteś wspaniała! Zawsze o nas myślisz i w nas wierzysz! Jesteś miła i w każdej sytuacji starasz się jak najbardziej pomóc! Jesteś...
- Przestań! - Heartfilia spuściła głowę, po czym dodała cicho. - Proszę, przestań.
- Znajdę Natsu - oznajmił nagle Happy. Erza spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- On musi do nas wrócić! - powiedział stanowczo kotek.
- Ma rację - dodała Cana. - Ten idiota chce...
- Wszyscy wiemy co on chce - przerwała jej Scarlet. Ponownie przytuliła Lucy.
- Pójdę z Happy'm - powiedziała blondynka.
- Hę? - Tytania spojrzała na nią niepewnie. - Nie wydaje mi się, że chciałby cię widzieć.
- Bo go zawiodłam - westchnęła dziewczyna. - Ale muszę go znaleźć.
- Postaraj się przyjść, kiedy będziemy wchodzić do miasta - odezwał się Jellal. Na twarzy blondynki pojawił się lekki uśmiech. Skinęła głową i uniosła się z ziemi. Tej czynności uważnie przyglądała się Scarlet wraz z resztą piratów. Huśtawki nastrojów Heartfilii nie wróżyły niczego dobrego. Erza szybko wstała, po czym podbiegła do Fernandesa.
- Czy to na pewno dobry pomysł? - szepnęła mu do ucha, po czym odsunęła się szybko.
- Powinni być razem - Jellal spojrzał na nią z poważnym wyrazem twarzy. - Są sobie potrzebni.
- Boję się o nich obu - wyszeptała szybko szkarłatno-włosa, zerkając kątem oka na przyglądającej się im Lucy. - Brat Zerefa i jego marionetka... Cudownie!
- Będzie z nimi Happy - chłopak starał się uspokoić ukochaną. - Gdyby cokolwiek się stało, on nas powiadomi.
Piratka założyła ręce na piersi i przymrużyła oczy. Przypatrywała się zachowaniu blondynki.
- Dalej nie czuję się przekonana - westchnęła wreszcie. - Zeref może ich obezwładnić. Lucy i Natsu może potrzebują siebie nawzajem, ale najbardziej potrzebują nas.
- Masz rację - pirat położył rękę na jej ramieniu. - W takim razie, musimy znaleźć Natsu, a to jest w stanie uczynić jedynie Lucy.
- Nieprawda! - prychnęła Scarlet. - Możemy zrobić to wszyscy!
- Chcesz marnować czas? - niebiesko-włosy uniósł pytająco brew. - Musimy jak najszybciej zaatakować.
Dziewczyna zagryzła policzek, zerkając na skupioną twarz ukochanego. Miał plan i wiedział co robić. Jej jedynym zadaniem było go posłuchać. Jednak ona tego nigdy nie potrafiła. Robiła to, co uważała za słuszne i mimo, że ufała chłopakowi jak nikomu innemu, nie sądziła, że ten robił w tej sytuacji dobrze.
- Erza, jakiś problem? - zapytała cicho blondynka, przybliżając się do piratki. Obok niej pojawił się niebieski Exeed.
- Po prostu nie wiem, czy szukając Natsu, a potem będąc razem z nim, będziesz bezpieczna - Tytania spojrzała na przyjaciółkę ze smutkiem. - Nie wiem co robić.
- Natsu zawsze mnie chroni - Heartfilia uśmiechnęła się słabo. - Ufam mu.
Szkarłtno-włosej patrząc na uśmiech przyjaciółki, zrobiło się ciepło na sercu. Skinęła tylko lekko głową. Nagle poczuła uścisk w pasie. Zdziwiona spojrzała na tulącą się do niej dziewczynę.
- Dziękuję - wyszeptała, a do jej oczu napłynęły łzy. - Naprawdę ci dziękuję, Erza.
- Wydawało mi się, że byliście skłóceni - powiedziała Scarlet, oddając uścisk. W jej głosie słychać było śmiech.
- On myśli, że go zawiodłam - odparła Lucy, opierając głowę o ramię piratki. - Chyba ma prawo się gniewać, jednak... Miałam przed sobą niezwykle trudny wybór. Uważam, że wybrałam dobrze.
- Znowu tajemnice? - Erza odsunęła się lekko od przyjaciółki, jednak dalej trzymała ją za przedramiona. Jej twarz wyrażała zmartwienie i smutek.
- Spokojnie - uśmiechnęła się lekko Heartfilia. - Mam nadzieję, że już niedługo wszystko się rozwiąże, a my będziemy szczęśliwi.
- Nadzieja jest matką głupich - westchnął Jellal, patrząc niepewnie na twarz blondynki.
- Nie uważam się za mądrą - powiedziała z uśmiechem dziewczyna. Chłopak zamrugał, nie odwracając od niej wzroku. Jej słowa wzbudzały w nim coś, co powinien przemyśleć. Jego koleżanka odkryła coś bardzo ważnego, czego on nie był w stanie dojrzeć... Przymrużył oczy, po czym zapatrzył się w dal.
- Uważaj, dobrze? - powiedziała cicho Erza.
- Mówisz tak jakbym miała już nie wrócić - zaśmiała się Lucy. - Wszystko będzie dobrze, uwierz mi.
- Chcę, żeby tak było - szepnęła szkarłatno-włosa, po czym ponownie przytuliła przyjaciółkę. Heartfilia poczuła, jak piratka wsuwa jej coś zimnego za pas. Spojrzała na nią pytająco.
- W razie niebezpieczeństwa wiem, że potrafisz tego użyć - powiedziała szybko szkarłatno-włosa. - Leć już po niego.
Blondynka uśmiechnęła się delikatnie, po czym odwróciła w stronę, w którą oddalił się Dragneel.
- Lucy - poczuła szarpnięcie za łokieć. Szybko się odwróciła, by ujrzeć zmartwioną twarz granatowo-włosej.
- Tak, Wendy? - odparła łagodnym głosem.
- Proszę, znajdź Natsu - powiedziała dziewczynka, nie puszczając blondynki. - On jest naszą jedyną nadzieją.
Nagle Heartfilia poczuła ogromny ciężar na sercu. Cały stres, cierpienie i niepokój wreszcie do niej dotarły. Po raz pierwszy poczuła niepokój o przyszłość.
- Chodźmy, Lucy - zawołał Happy, widząc zwątpienie na twarzy przyjaciółki. Dziewczyna przetarła twarz dłonią.
- Chroń go, dobrze? - uśmiechnęła się lekko Marvel.
- To zazwyczaj on chroni mnie.
- I właśnie o to chodzi. On chroni ciebie, a ty chronisz go - Wendy uśmiechnęła się jeszcze szerzej. - Czy to nie piękne? Zawsze możesz na niego liczyć, ale także nie potrafisz...
- ...bez niego żyć - dokończyła blondynka, czując pieczenie w oczach. - Nie martw się, damy radę.
- Nie wątpię - ciemno-włosa przymrużyła oczy. - Jednak uważaj. On coś ukrywa.
Heartfilia skinęła głową. Zbyt dobrze wiedziała, co tai przed nimi różowo-włosy, lecz wolała nie krzyczeć o tym wszystkim dookoła.
- Chodźmy - powiedziała do Exeeda.
- Niech Happy cię uniesie. Będzie szybciej i łatwiej znaleźć Natsu - usłyszała głos Marvel.
- Dobry pomysł, dzięki! - zawołała, widząc, że dziewczynka powraca do reszty piratów. Ta zatrzymała się i pomachała im na pożegnanie.
- Happy, możesz? - dziewczyna spojrzała niepwenie na niebieskiego przyjaciela.
- Aye - odpowiedział wesoło kotek, po czym chwycił blondynkę za bluzkę. Po chwili znajdowali się wysoko nad ziemią. Heartfilia zaczęła rozglądać się za różowymi włosami lub powiewającym gdzieś białym szalikiem.
- Lucy - usłyszała po pewnym czasie cichy głos kota.
- Tak? - zapytała niepewnie. Nie od dziś Exeed rzucał jej złośliwe docinki. Dziwiła się, że jeszcze do tej pory tego nie zrobił, ale zawsze może to się zmienić.
- Martwię się o Natsu - szepnął kotek, ku zaskoczeniu dziewczyny. Westchnęła cicho.
- Ja też - powiedziała cicho.
- Słyszałaś może kiedyś o Księgach Zerefa? - zapytał Exeed.
- Mhm... - mruknęła blondynka. Ta gra w udawanie zaczynała ją powoli denerwować.
- A o E.N.D.?
- Coś słyszałam... Najmłodszy ze wszystkich demonów, a zarazem najpotężniejszy, nie mylę się?
- Owszem - kot przymrużył oczy. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w dal.
- Happy? - z zamyślenia wyrwał go zmartwiony głos Lucy. - Co się stało?
- Boję się, że Natsu jest... - nie dokończył. Jego uwagę przykuła różowa plamka, przemierzająca przez las.
- Jest! - zawołał wesoło.
- Kim jest Natsu? - zapytał zdenerwowana Heartfilia, nie dostrzegając tego, co jej przyjaciel. Czuła jak jej ręce zaczynają się pocić.
- Za daleko to on nie poszedł - wymamrotał Happy, nie słuchając już przyjaciółki. Zauważył, że różowy punkt przystanął.
- Usłyszał nas - oznajmił z zadowoleniem kotek, po czym zaczął zniżać się ku ziemi.
- Happy! - warknęła dziewczyna. - Co chciałeś powiedzieć?!
- Teraz to nie jest ważne - odpowiedział kot, lądując na ziemi. Blondynka upadła na glebę, kaszląc.
- Jak ty lądujesz?!
- Nie moja wina - zaśmiał się kotek, wskakując na ręce przyjaciela. - Bałem się, że wyląduję na Natsu!
- Natsu? O czym ty do cholery... - mruknęła blondynka, po czym uniosła głowę i zamarła. - N-Natsu?!
- Lucy? Co wy tu robicie? - zapytał ze zdziwieniem chłopak, patrząc na pobrudzoną dziewczynę, siedzącą na ziemi. Przysiadł obok niej, stawiając blisko Happy'ego. Spojrzał w czekoladowe oczy.
- Coś się stało?
Nie odpowiedziała. Odwróciła gwałtownie w głowę w inną stronę. Dragneel westchnął, po czym zaczął wycierać jej brudny policzek.
- Lucy, powiedz coś - szeptał. Blondynka odwróciła się wreszcie w jego stronę.
- Jak mogłeś mnie zostawić?! - warknęła. Czuła, że łzy zbierają się do jej oczu, jednak powstrzymała je przed wydostaniem się na świat.
- Uznałem, że jeśli tak zrobię...
- Będę bezpieczniejsza?! - krzyknęła dziewczyna. - O czym ty w ogóle mówisz?! Jestem Damą, a ty bratem Zerefa! Oboje znajdujemy się w takiej samej sytuacji! Myślisz, że... - urwała, ponieważ poczuła ciepłe dłonie na swoich plecach. Spojrzała na przytulającego ją Salamandra.
- Co ty wyrabiasz, idioto?
- Nie jesteś ze mną bezpieczna, księżniczko.
- Nie nazywaj mnie tak! - powiedziała ze złością, odpychając od siebie ciało pirata. Patrząc na niego, chciała wrzeszczeć, że to przecież wszystko fikcja, ale nie mogła. Musiała ich chronić.
- Może nie jestem z tobą bezpieczna, ale ty ze mną również! Właśnie dlatego powinniśmy być blisko siebie.
- To nie ma sensu - zaśmiał się cicho różowo-włosy.
- Jesteś idiotą - prychnęła blondynka, zakładając ręce na piersi.
- I za to mnie kochasz - Dragneel przeczesał palcami jej piękne, długie włosy.
- Nie chcę idioty - mruknęła dziewczyna, tonąc w zieleni jego oczu. - Chcę żebyś był, bo bez ciebie... Boję się o mnie, o Wendy, o Happy'ego, o... Najbardziej boję się o ciebie!
Różowo-włosy westchnął i oparł czoło o czoło ukochanej.
- Co jest z nami nie tak? - zapytał, uśmiechając się delikatnie.
- Nic - Heartfilia zamknęła oczy. - Po prostu cię kocham.
- Eeee... Nie chcę przeszkadzać... - odezwał się nagle Exeed, który przez pewien czas wpatrywał się w las.
- Ale przeszkodziłeś - mruknął Dragneel, odsuwając się od dziewczyny. W jej oczach dostrzegał ból. Czuł to samo, jednak oboje cierpieli z różnych powodów.
- Przepraszam! - powiedział obrażonym głosem kot. - Wcale nie muszę wam mówić, że od pewnego czasu czatuje na nas wilk. Wcale!
- Wilk? - blondynka wzięła niebieskiego przyjaciela na ręce.
- Co? Nieee - odparł sarkastycznie Exeed.
- Dobrze, przepraszam - westchnął Salamander, podnosząc się z ziemi. - Zadowolony?
- Bardzo - burknął jego przyjaciel, przysuwając się bliżej Lucy. Ta pogładziła go lekko po łebku, jednak jej oczy były utkwione w złote ślepia, które powoli wyłaniały się z głębi zarośli.
- Co on tutaj robi? - zapytała.
- Nie nawiązuj kontaktu wzrokowego - usłyszała głos Dragneela. - Inaczej już po nas.
Blondynka przymrużyła oczy. Obserwowała ukazującą się powoli bestię. Przepiękne srebrne futro błyszczało tak, jak wyszczerzone, nieskazitelnie białe kły. W złotych oczach widoczna była chęć zdobycia pożywienia. Ruchy Salamandra były ostrożne, lecz płynne. Dobrał szabli, po czym stanął parę metrów od Lucy i Happy'ego, by zwierzę nie mogło się do nich dobrać. Dziewczyna dostrzegła w jego oczach coś dzikiego. Instynkt, podpowiadający mu, co powinien zrobić. Chłopak przybrał pozycję obronną, osłaniając ostrzem twarz. Wilk przyjrzał mu się dokładnie, a następnie ustawił się w pozycji, dzięki której mógł skutecznie zaatakować człowieka.
- Chce skoczyć - szepnął kot.
Bestia jednak zrezygnowała ze swoich wcześniejszych zamiarów. Powoli przeszła w kierunku Lucy i Happy'ego.
- Nie wytrzymam - syknęła blondynka, widząc jak Dragneel ściska mocniej oręż. Wstała i wyciągnęła zza pasa sztylet.
- Lucy? - zdziwił się jej niebieski przyjaciel. - Co robisz?
Te słowa rozproszyły Salamandra. Zaniepokojony zerknął w stronę towarzyszy, a ta chwila nieuwagi wystarczyła wilkowi. Wskoczył na różowo-włosego i zadrapał mu twarz. Chłopak szybko ją zasłonił.
- Nie - jęknęła Heartfilia. Ścisnęła sztylet. Zwierzę było zajęte swoją ofiarą, więc mogłaby...
- Trzymaj się z daleka od wilka - rzuciła Exeedowi, po czym zakradła się w stronę szamocącego się ze zwierzęciem Natsu. W pewnym momencie pirat nie wytrzymał. Wystawił rękę na wysokość oczu napastnika.
- Ciekawe, czy nasza psinka lubi ogień? - wyszczerzył się, po czym spojrzał na dłoń. Ta jednak pozostała w takim samym stanie, co wcześniej.
- Co do...?
- Natsu! - usłyszał przerażony głos blondynki, a następnie poczuł okropny ból w ręce, który rozprzestrzenił się po całej kończynie. Czuł się, jakby ktoś bezlitośnie wbijał w nią szpilki, wyjmował je, a potem ponownie wsadzał je w rany.
- Ała - stęknął. Przed jego oczami pojawiły się mroczki.
- Lucy, uciekaj!
- Ani mi się śni - wymamrotała dziewczyna, po czym doskoczyła do wilka i zręcznym ruchem przebiła mu serce. Szybko zrzuciła martwe zwierze z ciała Dragneela i usadowiła go do pionu. Spojrzała z przerażeniem w oczach na jego krwawiącą rękę.
- Wybacz mi - usłyszała cichy głos pirata.
- Ah, za co? - zapytała nieprzytomnym głosem. W tej chwili liczyła się tylko ręka, z której w każdym momencie wydobywało się coraz więcej krwi.
- Nie obroniłem cię. To kara - ruchem głowy wskazał na ranę.
- Nie zachowuj się jak dziecko - blondynka wydobyła sztylet z ciała wilka, po czym rozerwała kawałek swojej koszulki tak, aby na jej ciele pozostał już jedynie tylko top.
- Zabiłaś go - chłopak wbił wzrok w zwierzę.
- Tak wyszło - westchnęła blondynka, przykładając kawałek materiału do rany, a następnie dokładnie bandażując rękę. Wykonując tą czynność, milczała. Dragneel przypatrywał się jej zręcznym palcom.
- Dlaczego to zrobiłeś? - odezwała się wreszcie, spoglądając różowo-włosemu prosto w oczy.
- Co?
- Narażałeś się. Mogłam spokojnie go odgonić - ruchem głowy wskazała na bestię.
- Pierwszy raz zabiłaś żywą istotę, prawda? - pirat nie odpowiedział na jej pytanie. Heartfilia westchnęła cicho.
- Parę razy zdarzyło mi się zabić komara - wzruszyła ramionami, kończąc optrywanie rany. Salamander uniósł delikatnie kąciki ust do góry.
- Nie jest zbyt dobrze - rzekł po chwili. - Zeref stworzył iluzję tego wilka, by móc nas namierzyć. Są już gotowi.
- Gotowi? - zdziwiła się dziewczyna.
- Czekają na nas, a wilka wysłali, by dowiedzieć się, gdzie się znajdujemy. Chcą nas zwabić do siebie.
- Skąd wiesz, że to iluzja? - blondynka wpatrywała się z niedowierzaniem w twarz pirata.
- Jego łapa - chłopak odgarnął ręką grzywkę, która w trakcie walki opadła mu na czoło, zasłaniając co jakiś czas pole widzenia. - W pewnym momencie przeniknęła przez korzeń. Zeref nie opanował jeszcze sztuki iluzji tak dobrze, jak Mavis.
- Myślisz, że... - dziewczyna urwała. Spojrzała z niepokojem w oczy pirata. Ten jedynie spuścił wzrok.
- Natsu, co jeśli do naszych też wysłał jakąś iluzję? - myślami Heartfilii targał niepokój. Jej wróg rozpoczął już działania, na które ona nie była jeszcze gotowa.
- Myślę, że raczej nie wie, że się rozdzieliliśmy - uśmiechnął się krzywo różowo-włosy.
- Odpocznij - powiedziała cicho blondynka, gładząc jego zranioną rękę.
- Lucy - odezwał się chłopak. Spojrzała na niego niepewnie.
- To jesteś ty, prawda? - szepnął. - Zeref nie jest aż tak okrutny, by zrobić jeszcze twoją iluzję oraz całego Fairy Tail.
Wstrzymała oddech wpatrując się w oczy Dragneela. Widniała w nich niepewność, ale też upór dziecka.
- Nie chcę, by to wszystko okazało się kłamstwem. Nie chcę, by okazało się, że całe swoje życie spędziłem w samotności - jego oddech drżał. Spoglądał na Heartfilię, błagając w myślach, by była prawdziwa.
- Natsu - szepnęła, a pojedyncza łza spłynęła po jej policzku. Niewiele myśląc, przytuliła Salamandra najmocniej jak tylko mogła. Różowo-włosy schował głowę w jej pięknych, pachnących włosach. Czuła, że drży.
- Jestem tu, słyszysz? - wyszeptała. - Nieważne co się stanie, nigdy się od ciebie nie odwrócę. Jestem prawdziwa, jestem tu.
Ona również drżała.
- Zeref jest okropny i nie zdziwiłabym się, gdyby chciał coś takiego zrobić, ale... Ja żyję! Żyję dla ciebie i Fairy Tail! Happy, Lisanna, Erza i Gray też żyją! Wszyscy jesteśmy prawdziwi! - jej głos załamał się lekko. - Żyję.
Chłopak nie odezwał się. Wdychał zapach włosów Heartfilii. Nie chciał, aby wypuściła go z jej objęć. Pragnął, by była jak najbliżej niego. Zawsze.
- Natsu - usłyszał jej cichy szept.
- Dziękuję, Lucy - powiedział, zamykając oczy. - Chociaż ty i Fairy Tail macie w moim życiu sens.
- Natsu? - do pary przybliżył się Happy. - Co się stało?
Dragneel odsunął się od blondynki i spojrzał na przyjaciela.
- Chwila słabości - uśmiechnął się delikatnie. Kot wdrapał się na jego kolana. Wziął do łapek zabandażowaną rękę pirata, po czym obejrzał ją dokładnie.
- Iluzja Zerefa? - mruknął.
- Mhm... - różowo-włosy skinął głową. Exeed dalej wpatrywał się w kawałek koszulki Lucy.
- W takim razie, dlaczego rana jest prawdziwa? - zapytał po chwili. Blondynka zmarszczyła czoło. Spojrzała pytająco na Salamandra.
- Ja swoją magią też potrafię nieźle skrzywdzić - wzruszył ramionami. - Problem jest inny...
Happy puścił jego rękę. Słowo "problem" nie pasowało mu do Dragneela.
- Co się stało? - zapytała Heartfilia.
- Magia - różowo-włosy wbił wzrok w głąb lasu, równocześnie gładząc kota po łebku. To zaniepokoiło dziewczynę. Zresztą nie tylko ją. Exeed również nie był przyzwyczajony do takiego zachowania ze strony przyjaciela.
- Co z magią? - naciskała blondynka.
- Im bliżej Zerefa, tym jej w nas mniej - Natsu przeniósł wzrok na czekoladowe oczy. - Nie jest bezpiecznie, Lucy.
- Zabiera wam magię? - dziewczyna wyprostowała się jak struna. - No tak. Przecież bez magii jesteśmy prawie bez szans. - Dodała w myślach.
- Jak to? - zdziwił się Happy. - Przecież przyleciałem tu.
Podskoczył i spróbował użyć swojego zaklęcia. Tak jak przypuszczała pozostała dwójka; nic się nie stało.
- Co? - kot usiadł na ziemi.
- Spokojnie - Heartfilia wzięła go na kolana. Odwiązała jego zieloną chustkę i podała ją Dragneelowi.
- Co to jest? - wskazała na grzbiet przyjaciela.
- Mówisz o moim znaku? - zapytał lekko zaniepokojony kot, próbując odwrócić głowę, by ujrzeć o co chodzi dziewczynie.
- Tak. Co on dla ciebie oznacza?
- Fairy Tail? - odparł podejrzliwie Exeed.
- Właśnie! - blondynka uśmiechnęła się szeroko. - Nie wiem jak wy, ale ja kocham Fairy Tail najbardziej na świecie. Stanowi wsparcie, przyjaźń, miłość, zaufanie, wiarę, odwagę, waleczność, a przede wszystkim...
- Fairy Tail nigdy się nie poddaje - w oczach kota ujrzała błysk. - Czy o to ci chodzi?
- Przenigdy - czekoladowe tęczówki przepełniała stanowczość. - Musimy o tym pamiętać. Zawsze.
- Aye sir!
Heartfilia uniosła wzrok na wpatrzonego w nią pirata. Ten zarumienił się lekko, po czym spuścił głowę. Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie. Czuła jak jej serce otula przyjemne ciepło. Wstała z ziemi, po czym wyciągnęła rękę w stronę różowo-włosego.
- Chodźmy Natsu - szepnęła. Zdziwiony chłopak uniósł głowę. Zajrzał w oczy blondynki. Widniało w nich ciepło, od którego nie potrafił uciec. Żar, który z nich wypływał oraz zarumienione pod wpływem emocji policzki sprawiały, że żadna istota żyjąca na świecie nie potrafiła jej się sprzeciwić. Była niczym anioł, który przyszedł zbawić zabłąkaną duszę demona. Duszę Etherius'a Natsu Dragneela. Wziął głęboki wdech, by do jego nozdrzy mógł dotrzeć cudowny zapach Heartfilii. Uśmiechnął się szeroko, po czym chwycił dłoń blondynki. Ta pomogła mu wstać, pilnując, by uważał na ranę.
- Czym sobie zasłużyłem, by cię poznać? - wyszeptał, gdy już stał. Wpatrywał się z fascynacją w piękną twarz dziewczyny. Wydawała się dla niego jeszcze bardziej cudowna niż do tej pory...
- Nie jestem święta - zaśmiała się Lucy. - Nie zachowuj się, jakbym była nie wiadomo kim!
Chłopak uśmiechnął się lekko, po czym przytulił dziewczynę. Zaskoczona nie wydała z siebie ani jednego dźwięku.
- Kocham cię - usłyszała cichy głos przy uchu. Ciepły oddech Salamandra przyjemnie drażnił jej skórę. Pragnęła pozostać w jego objęciach do końca tego koszmaru. Oboje pragnęli. Jednak musieli wywalczyć swoją przyszłość. Wspólną przyszłość.
- Też cię kocham, Natsu - powiedziała. Czuła jak jej głos drży, a serce zaczęło bić szybciej. Była w stanie oddać życie za tego różowego kretyna. Chciała jedynie jego szczęścia. Musiała odwdzięczyć się mu za lata bólu, które przeżył przez nią i jego brata. Po prostu musiała.
- Chodźmy - westchnął pirat, chwytając dłoń dziewczyny. - Happy - Spojrzał na kota. Ten skinął mu głową.
- Byle do przodu - zaśmiał się cicho. Przyjaciele zaczęli kontynuować swoją drogę. Wspólnie. Jednak gdy przeszli parę metrów Dragneel przystanął. Rozejrzał się, wyraźnie okazując swój niepokój.
- Natsu? - zdziwiła się blondynka. Chłopak gwałtownie odwrócił głowę w jej kierunku.
- Uciekaj! - wrzasnął.
- Za późno! - usłyszeli szyderczy śmiech. Heartfilia wiedziała do kogo należał. Zanim jednak zdążyła jakkolwiek zareagować wokół nich pojawił się dziwny fioletowy dym, a oni stawali się coraz słabsi.
- Gnoje - wycedził różowo-włosy padając na ziemię.
- Nie martw się - usłyszał głos. - Jeszcze będziesz się kiedyś śmiał, że chciałeś oddać życie za jakiś głupich, śmierdzących ludzi.
- Wcale tak nie myślisz - powiedziała słabym głosem Lucy. Niestety nie mieli już możliwości, by usłyszeć odpowiedź. Stracili przytomność.
*
Poczuł nieprzyjemny smak w ustach. Powoli obraz zaczął się wyostrzać, lecz jeszcze nie na tyle, by mógł rozróżniać kształty. Było mu zimno, lecz równocześnie ciepło.
- Gdzie ja jestem? - wybełkotał. W ustach czuł dalej obrzydliwy posmak. Nikt mu nie odpowiedział. W uszach miał ciszę, która byłaby w stanie zabić człowieka. Zero szelestów, stuknięć, szmerów lub kroków. Kompletna cisza. Zamknął oczy i ponownie je otworzył. Obraz dalej był rozmazany. Spróbował trzeźwo ocenić sytuację. Czuł, że na czymś siedzi. Prawdopodobnie było to drewniane krzesło. Jego ręce były wykręcone do tyłu i skrępowane grubym sznurem, a kostki przywiązane do nóg mebla. Nie potrafił wyczuć żadnego zapachu. Był pozbawiony wszystkich zmysłów, oprócz dotyku. Nagle wszystkie mięśnie jego ciała gwałtownie się napięły, a włosy na jego skórze stanęły dęba. Wyczuł jej obecność. Była tu, blisko niego.
- Lucy? - wychrypiał. Cisza.
- Nie przejmuj się. Co prawda, zostałem pozbawiony zmysłów, ale... - nie słyszał własnych słów. Chciało mu się płakać z rozpaczy, jednak to by nie pomogło. Musiał uwierzyć.
- Ale... - słowa uwięzły mu w gardle. - Wierzę w Fairy Tail.
- Natsu! - zastygł. Miał wrażenie, że cały świat stanął w miejscu, a powietrze zgęstniało.
- Kochanie!
Znał ten głos, ale... Skąd? Był taki ciepły, pełen miłości... Tęsknił za tym głosem. Przełknął ślinę i zamknął oczy. Nagle obraz stał się ostry, a on stał wolny na złotym od zboża polu.
- Natsu! - odwrócił się, by ujrzeć przepiękną brunetkę, o ślicznych czarnych oczach. - Ale wyrosłeś!
Pogładziła go delikatnie po policzku. Jej dotyk był dla chłopaka niczym narkotyk. Spojrzał głęboko w oczy kobiety. Miała na sobie prostą, białą sukienkę, a jej czarne włosy spływały falami aż do bioder.
- Tęskniłam, skarbie - do jej oczu napłynęły łzy.
- Proszę, nie płacz - odezwał się wreszcie różowo-włosy. Z pewnych, nieznanych mu powodów, widok załamania u tej kobiety sprawiał mu ból. Brunetka wstrzymała oddech, spoglądając w piękną zieleń oczu chłopaka. Nie wytrzymała. Przytuliła go jak tylko najmocniej mogła.
- Jesteś tak podobny do ojca! - wyszeptała.
- Ojca? - zdziwił się różowo-włosy. - Igneela?
Kobieta spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- Kto to Igneel? - zapytała, przechylając lekko głowę na bok. Była przepiękna.
- Jesteś synem moim i mojego męża, a młodszym bratem Zerefa. Jesteś Natsu Dragneel. Mój ukochany synek.
Chłopakowi zrobiło się nagle bardzo gorąco. Przyjrzał się uważnie ciemno-włosej.
- Mama? - do jego oczu napłynęły łzy. Kobieta skinęła delikatnie głową, a na jej twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech.
- Mamo! - teraz Natsu uścisnął ją z całej siły.
- Ostrożnie, bo mnie udusisz! - zaśmiała się brunetka.
- Mamo - wyszeptał Dragneel. - Wreszcie mogę sobie przypomnieć jak wyglądasz. Tak bardzo tęskniłem za twoim dotykiem.
Kobieta parsknęła, gładząc delikatnie policzek chłopaka. Nagle jej oczy zrobiły się smutne.
- Już czas - powiedziała smutno. Spojrzała na rysy twarzy różowo-włosego.
- Na co? - zdziwił się Natsu, dotykając jej dłoni.
- Nadejdzie ta chwila, gdy będziesz musiał rozstrzygnąć kim będziesz dalej; demonem, czy moim synem - brunetka przyłożyła dłoń do serca.
- Chcę i zawsze chciałem być twoim synem bez względu na wszystko - w oczach Dragneela malowała się powaga.
- Ja zawsze będę cię kochać, skarbie - uśmiechnęła się cierpko kobieta. - Chcę tylko, żebyś ty i twój brat byli szczęśliwi...
- Zabił was...
- Wydałam na świat chłopca, który nie jest w stanie okiełznać swojej zbyt potężnej, śmiercionośnej mocy oraz chłopca, który jest panem wszystkich demonów - ciemno-włosa wypowiadała słowa z lekkim rozbawieniem. - Powinieneś zrozumieć Zerefa. On chce tylko zaznać spokoju.
- Chcąc zniszczyć świat?! - różowo-włosy wbił rozgniewane spojrzenie w ciemne oczy matki. - Zniszczyć wszystko co jest dla mnie najważniejsze?! Sprawiając, że moje szczęście legnie w gruzach?!
Kobieta uśmiechnęła się delikatnie.
- Dlaczego się śmiejesz? - zapytał zirytowany chłopak.
- Jeszcze nie rozumiesz - brunetka spojrzała na niego z miłością w oczach. - Odnajdziecie jeszcze wspólne szczęście.
- Mamo - w oczach Dragneela widniała rozpacz. - On zabrał mi Lucy.
- Natsu, kiedy będziesz wybierać, to posłuchaj swojego serca, dobrze? - uśmiech z twarzy kobiety nie schodził ani na chwilę. - Serce wie najlepiej, co jest dla ciebie najważniejsze. Zeref też to zrozumie.
Brunetka przytuliła jeszcze raz chłopaka.
- Pa, kochanie - pocałowała go w policzek.
- Mamo? O co ci chodzi? - zaniepokoił się różowo-włosy. - Obawiam się, że nie rozumiem.
Ciemno-włosa zachichotała.
- Pamiętaj, że twoje serce wie najlepiej. W twoim sercu jest Lucy, więc kieruj się jej dobrem.
Otworzył gwałtownie oczy. Ciemność.
- Co? - wymknęło mu się z ust. - Mamo?
Rozejrzał się nerwowo, lecz nie mógł niczego dostrzec wśród głębokiej ciemności. Dotknął nadgarstków. Nie był już skrępowany.
- Natsu - usłyszał cichy głos. Włosy na jego karku stanęły dęba. W ciemności rozbłysło delikatne światło, a przed jego oczami ukazała się znienawidzona przez niego twarz.
- Zeref - wycedził przez zęby. - Co ty knujesz? Kolejna iluzja?! Chcesz zagrać na moich uczuciach?!
- Przypomniałeś sobie wizerunek naszej matki? - zapytał ze smutkiem w głosie brunet.
- Owszem. Jest taka sama jak twoja iluzja - prychnął różowo-włosy. Widział jedynie twarz brata, lecz czuł, że znajduje się on na kamiennym podłożu. - Gdzie my do cholery jesteśmy?
- W jaskini, w której znaleźliśmy Bramę Gwiazd - odparł ciemno-włosy.
- Znaleźliśmy?
- Nie pamiętasz. Nadal nic nie pamiętasz - głos chłopaka wydawał się być przygnębiony.
- Co mam niby pamiętać? - parsknął Natsu. - Czasy spędzone z naszą rodziną? Zaskoczę cię. Odebrałeś mi te wspomnienia!
- To byłaby dla ciebie ogromna trauma...
- Przynajmniej nie żyłbym w kłamstwie! - wrzasnął różowo-włosy. Nastała cisza. Młodszy brat wpatrywał się w starszego z pogardą. - Chciałeś żebym zapomniał, że jestem demonem?! E.N.D.? A może o tym, że zabiłeś naszych rodziców? - jego słowa były niczym jad.
- Zamknij się! - ryknął Zeref.
- Może kłamię? - różowo-włosy był wściekły.
- To ty zabiłeś naszych rodziców! - krzyknął brunet. Natsu zadrżał. Poczuł gorąc w klatce piersiowej oraz jak do jego oczu napływają łzy.
- Jak śmiesz, gnoju - warknął, zaciskając pięści. - Masz czelność mi cokolwiek wmawiać?!
Zeref westchnął głośno.
- To moja wina, lecz nasi rodzice zginęli z twoich rąk.
- Pieprzysz - warknął młodszy Dragneel.
Brunet spojrzał w otaczającą ich ciemność.
- Moją pierwszą magią było ożywianie istot, o których pisałem historie - zaczął z trudem. - Na początku tworzyłem zwierzęta. Były cudowne. Człowiek nie był w stanie oderwać od nich oczu, co dawało mi satysfakcję. Pewnego dnia uznałem, że cudownym pomysłem byłoby stworzenie człowieka. Zawsze chciałem mieć młodszego brata, którym mógłbym się opiekować, więc zacząłem pisać. Tak powstał pierwszy rozdział o Natsu Dragneelu. Tydzień później dowiedziałem się, że nasza mama jest w ciąży. Stworzyłem cię, a nasza matka nadała ci wszelkie ludzkie cechy... Lata mijały, a ty byłeś cudownym braciszkiem, jakiego zawsze chciałem mieć. Teraz już to nie ja tworzyłem twoją historię, lecz ty sam. Słowa dotyczące każdej sekundy twojego życia zapisywały się same. Uznałem, że to piękne. Pewnego dnia pokłóciłem się okropnie z rodzicami. Kiedy wybiegałem z domu krzyknąłem: "Zabiję was!". Pobiegłem do miejsca, w którym znajdowało się twoje życie i nagryzmoliłem historię o tym jak stajesz się demonem; E.N.D. i palisz całą naszą wioskę. E.N.D. to nie jedynie skrót twojej nazwy, ale także koniec życia naszych rodziców i całej wyspy. Następne pokolenia nazwały ją Wyspą Zagłady... Gdy już się trochę opanowałem wróciłem do wioski, ale... Już jej tam nie było. Pozostał jedynie popiół i kamienne fundamenty. Rozpłakałem się. Płakałem i płakałem. Trwało to sporo godzin. Był tylko jeden powód, dla którego przestałem; Natsu. Zacząłem cię wołać, jednak nigdzie cię nie było. Bałem się, że nie żyjesz, jednak zawsze istniała nadzieja. Przez nią powróciłem do kart twojego życia i usunąłem ci pamięć. Prawdopodobnie następnego dnia znalazł cię Igneel. Ja natomiast stworzyłem "Księgi Zerefa". Po wielu latach spotkałem cię dopiero na Tenroujime.
Salamander upadł na ziemię, po czym złapał się za twarz.
- Dlaczego? - jęknął. - Dlaczego, dlaczego, dlaczego?!
Zeref milczał. Dalej wpatrywał się w ciemność. Wściekły Natsu wstał z ziemi i podszedł do brata.
- W takim razie, dlaczego trujesz mi jeszcze życie? - warknął chwytając go za kołnierz.
- Pragnę jedynie...
- Nie obchodzi mnie, czego chcesz! - krzyknął różowo-włosy. - Dla mnie najważniejsze jest Fairy Tail i wiedz, że za nich mogę oddać życie. Mam w dupie kim dla mnie jesteś! Dałeś mi możliwość bycia demonem... E.N.D. I właśnie E.N.D. cię zabije! Zabiję cię, ponieważ odebrałeś mi szczęście! Odebrałeś mi Lucy, moją jedyną nadzieję na lepszą przyszłość! Właśnie o przyszłość walczę.
Chłopak puścił go, po czym popchnął na ziemię.
- Nie obchodzi mnie, po co mnie tu przyprowadziłeś - po tych słowach udał się do wyjścia, które wypatrzył chwilę temu.
- A ty braciszku, lepiej przeproś Mavis zanim weźmiesz ostatni wdech - rzucił na odchodne. Wyszedł na świeże powietrze. Doskonale wiedział, że to była iluzja Zerefa, a prawdziwy jest teraz przy Bramie Gwiazd. Dobrze wiedział czemu ma ona mu służyć; przebudzenie E.N.D. oraz przejęcie kontroli nad Acnologią, by zawładnąć światem i poczuć wreszcie bezpieczeństwo. Natsu westchnął cicho, po czym rozejrzał się. Był przy wejściu do jaskini, która znajdowała się na wzgórzu. Stąd miał idealny widok na całą wyspę.
- Mama nie była iluzją - usłyszał szept w głowie. Prychnął i wrócił do swoich rozmyśleń. Znalazł wzrokiem wioskę, a raczej to, co po niej pozostało.
- To ja jestem jego marionetką - spuścił głowę. - Nie Lucy.
Spojrzał w bok i zagryzł wargę.
- Cholera! - wrzasnął na cały głos. Nie mógł uwierzyć w to, kim był. Naprawdę był najsilniejszym ze wszystkich demonów? Zagryzł mocno zęby i chwycił się za włosy. Mocno je ścisnął, padając na kolana.
- Chrzań się, Zeref - stęknął, uderzając czołem o ziemię. Zamknął oczy i wziął głęboki wdech. Oblizał spierzchnięte wargi, po czym się wyprostował.
- Jestem Natsu Dragneel i należę do Fairy Tail! - krzyknął głośno, by mógł usłyszeć go cały świat. Nie obchodziło go, kim uczynił go brat. Był tym, kim się czuł. Natsu z Fairy Tail. Wyszczerzył się, słysząc okrzyk bojowy, a następnie widząc tłum ludzi wpadających do miasta.
- Zaczęło się piekło - powiedział wstając z ziemi. - Wiem, że w tej chwili mnie słyszysz, Zeref. Wiedz, że wygram, bo walczę o moje szczęście.
*
- Gdy Natsu tu wparuje już nie będzie wam tak wesoło! - krzyczała blondynka, szarpiąc się z mocnymi linami zawiązanymi wokół jej rąk. Jackal patrzył na nią ze smutkiem, natomiast reszta piratów Raven Tail rechotała, kopiąc dziewczynę.
- Przestańcie - usłyszeli poważny głos demona.
- Niby dlaczego? - zaśmiał się jeden z mężczyzn, po czym jeszcze raz kopnął dziewczynę prosto w brzuch. Ta zasyczała z bólu. Zacisnęła jednak mocno usta. Nie mogła okazać im swojej słabości. Już i tak okazała jej zbyt dużo, gdy zabrali od niej Natsu. Przy nim czuła się bezpiecznie. Gdy nagle przestał do niej mówić do pomieszczenia, w którym się znajdowali wpadli piraci Raven Tail. Zabrali Dragneela, a ją wzięli do Bramy Gwiazd. Happy pozostał w tamtym pomieszczeniu. Nie był im potrzebny.
- Bo jest Damą, debile! - ryknął chłopak. Mężczyźni spojrzeli na siebie, po czym posłusznie odsunęli się od Heartfilii. Dziewczyna stęknęła, a następnie podniosła się do siadu. Patrzyła na ludzi jej towarzyszącym z obrzydzeniem na twarzy.
- Natsu cię nie zobaczy - odezwał się Jackal, stając nad nią. Uniosła swoje czekoladowe oczy, wlepiając wzrok w jego twarz. Sprawiło to, iż demon zaczął się jej lekko obawiać, jednak kontynuował.
- Nasz Pan rzucił zaklęcie, dzięki któremu znajdujemy się w barierze, w której nikt, prócz niego nie może nas zobaczyć.
Po tych słowach jeden z piratów rzucił w pewien punkt małym kamyczkiem. Kawałek skały odbił się w pewnym momencie od niewidzialnej ściany. Lucy patrzyła na to ze złością w oczach. Nagle jednak na jej twarz wypłynął szeroki uśmiech.
- Możecie robić co chcecie - zwróciła się do towarzystwa. - Jednak Fairy Tail wygra.
Mężczyźni spojrzeli na nią ze zdziwieniem. W tej samej chwili usłyszeli głośny okrzyk.
- Co? - wyrwało się z ust jednego z mężczyzn. Jackal spojrzał na zadowoloną dziewczynę ze smutkiem w oczach.
- Głupia - westchnął. - I tak zginiesz.
Blondynka nic nie powiedziała. Siedziała na brudnej ziemi z uśmiechem na ustach. Podniosła wzrok na ogromną, złotą bramę. Był to błyszczący półokrąg. Na jego szczycie wyryta była litera "H" oznaczająca Heartfilia, natomiast cała brama zdobiona była wyrzeźbionymi, migoczącymi gwiazdami. Nikt nie mógł zaprzeczyć, że jest cudowna. Jednak Lucy chciało się wymiotować na jej widok. To właśnie przez nią teraz znajdowała się tu i teraz, narażając przyjaciół na niebezpieczeństwo. Zacisnęła ręce w pięści.
- Może zginę - odezwała się wreszcie. - Jednak Fairy Tail nigdy nie umrze. Będziemy zawsze. W waszych snach, myślach, słowach... - spojrzała w oczy demona. - Jesteśmy i będziemy wszędzie, a to was zniszczy.
Chłopak zmarszczył czoło, po czym zaśmiał się cicho. Blondynka przewróciła oczami. On jeszcze nie rozumiał, jednak kiedy ten czas nadejdzie, będzie błagał o śmierć. Spojrzała na swoje skrępowane ręce. Musiała jak najszybciej uwolnić się i dołączyć do walki.
- Tylko ja mogę ich uratować - szepnęła. Zacisnęła powieki, po czym wzięła głęboki wdech. Pytanie brzmiało; jak?
- Jackal.
Szybko otworzyła oczy, by ujrzeć stojącego dumnie Dragneela. Zadarła głowę do góry. W tym położeniu wydawało się jej, iż w porównaniu do bruneta jest małym, nic nieznaczącym robakiem. Potrząsnęła głową, by odgonić od siebie takie myśli. Wbiła dumny wzrok w postać Zerefa. Ten jednak wydawał się nie zwracać na nią najmniejszej uwagi.
- Tak, Panie? - demon skłonił się przed nim.
- Niestety Natsu sobie nie przypomniał. Przywróciłem mu jedynie to najgorsze wspomnienie. W tej chwili zmierza w naszym kierunku...
- Jak długo mu to zajmie? - chłopak przymrużył oczy. Zagryzł dolną wargę, zerkając ukradkiem na Lucy.
- Najpewniej dwadzieścia minut - westchnął brunet, zakładając ręce na piersi. - Chcę jedynie wiedzieć, czy wiesz, co robić w wypadku, kiedy by się tu zjawił.
- Oczywiście, panie - wyszczerzył się Jackal.
- Dziękuję - Dragneel skinął mu głową. Następnie odwrócił się w stronę piratów. Mężczyźni skinęli głowami, po czym wyszli szybkim krokiem z pomieszczenia. Heartfilia widząc to, przymrużyła oczy. O co im chodziło? Zeref spojrzał na uważnie przyglądającą się mu dziewczynę.
- A jaki jest twój kolejny ruch? - parsknął. Blondynka zacisnęła zęby.
- Jestem w sytuacji, w jakiej jestem - odparła głośno. - Jednak obawiasz się Natsu, czyż nie?
Jej głos był pewny swego, a jej oczy mówiły o jej wyższości nad przeciwnikiem. Mimo obaw w głowie, musiała jak najlepiej grać pewną swojego zwycięstwa. Przecież musiała zwyciężyć.
- A Natsu jak do tej pory jest po mojej stronie.
- Muszę cię rozczarować, ale ty jesteś po mojej stronie - powiedział rozbawionym głosem Czarny Mag.
- Tak uważasz? - dziewczyna uśmiechnęła się wyzywająco. Brunet przymrużył oczy, jednak nie odezwał się już więcej. Odwrócił się do blondynki plecami, po czym podszedł do Bramy. Ten czyn Heartfilia uznała za swoje małe zwycięstwo. Z zadowoleniem na twarzy odwróciła się do mierzącego ją wzrokiem Jackala. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, chłopka tylko prychnął pod nosem i odwrócił głowę. Lucy uśmiechnęła się szeroko. Otrzymała przewagę, którą jednak mogła szybko stracić. Jednak... Zeref się jej obawiał... A może jedynie Jackal?
- Czy możecie rozwiązać mi ręce? - zapytała głośno. Postanowiła trochę poirytować swoich przeciwników. Być może w ten sposób udałoby się jej uciec. Demon spojrzał na nią kątem oka, lecz dalej nikt się nie odezwał.
- I tak jestem w tej głupiej barierze, więc raczej wam nie ucieknę - kontynuowała dziewczyna z niesmakiem na ustach. - A one okropnie cisną! Mogę mieć od nich siniaki... Przyrzekam, że już więcej nie wymyję się tymi waszymi kosmetykami! Ile tego było... Miałam ochotę to wszystko wywalić, ale grzecznie spełniłam wasze życzenie, więc i wy spełnijcie moje...
Dalej żaden z mężczyzn jej nie odpowiedział, jednak na czole demona pojawiła się pulsująca żyłka. Heartfilia uśmiechnęła się złośliwie. Prędzej, czy później któryś z nich będzie musiał pęknąć.
- Mówię poważnie - narzekała dalej. - Okropnie mocno zawiązaliście te liny. Założę się, że ten, który zrobił te supły musiał mieć ogromne muskuły, ale pewnie w mózgu pustkę... Tak jest właściwie zawsze. Na przykład mój przyjaciel Elfman... Niby taki umięśniony, a w głowie mu tylko męskość! A przecież wiadomo, że mężczyźni to półgłówki! Ah, biedna Evergreen... Słyszałam, że ten facet niedawno jej się oświadczył i nie uwierzycie... Ona się zgodziła! Naprawdę musi go kochać, ale... Szczerze mówiąc, to nie wiem ile ze sobą wytrzymają. Mam ogromną nadzieję, że całe życie, ale to w końcu Eva i Elfman. Z nimi to nie wiadomo...
Jackal schował twarz w dłoniach, co spowodowało, że blondynce zachciało się śmiać. Kątem oka zauważyła, że Dragneel również miał powoli jej dosyć.
- Chłopaki! - jęknęła.
- Możesz się łaskawie zamknąć?! - krzyknął demon.
- Mogłabym, ale nie chcę - uśmiechnęła się słodko Heartfilia.
- Zaraz ją uduszę - warknął chłopak.
- A tylko spróbuj, to Zerefcio cię zabije - dziewczyna puściła mu oczko.
- Zerefcio? - demon spojrzał na nią z szokiem na twarzy.
- Owszem - blondynka skinęła głową. - To co? Rozwiążecie mnie? - wystawiła ręce przed twarzą Jackala. - Grzecznie proszę.
- Nie - usłyszała stanowczy głos za plecami. Ostrożnie odwróciła głowę w tamtą stronę. Widząc rozgniewaną twarz Zerefa, uśmiechnęła się szeroko. Zachowywała się jak małe dziecko, co niezmiernie ją bawiło.
- Dlaczego? - jęknęła. - Przecież mnie obcierają!
Brunet przewrócił oczami.
- Jesteś nieznośna, Lucy - westchnął.
- A myślisz, że dlaczego twój brat mnie pokochał? - fuknęła w odpowiedzi. Jednak już po chwili na jej twarzy ponownie widniał uśmiech. I Zeref zaczął jej ulegać. Mogła owinąć ich sobie wokół palca. Odgłosy na zewnątrz stawały się coraz głośniejsze.
- Jest coraz bliżej - wyszeptała dziewczyna. Jej oczy błyszczały. Natsu może był E.N.D., lecz niekoniecznie był jej wrogiem... Mógł zniszczyć ich wspólnego wroga jego własną bronią. Wierzyła, że pokonają go.
- On cię naprawdę zabije.
Brunet zmarszczył czoło. W jego sercu pojawił się nagle niepokój. Spojrzał na Heartfilię. Wyczuła, że jego harmonia została zaburzona. Uśmiechnęła się pod nosem, po czym uniosła do góry skrępowane ręce.
- To jak, Zerefcio? - zapytała, a jej słowa były pełne niewidzialnego jadu. - Rozwiążecie mnie?
Chłopak prychnął, po czym odwrócił się od dziewczyny. Następnie zniknął w innym pomieszczeniu budynku. Blondynka gwałtownie opuściła ręce.
- Co za kretyn - burknęła pod nosem. Kątem oka zerknęła na zdezorientowanego Jackala. Wyłapując jego spojrzenie, głośno prychnęła.
- Faceci - westchnęła przybliżając się do drzwi, które najprawdopodobniej były wyjściem z budynku. Demon nie zareagował. Dobrze wiedział, że bariera ją zatrzyma. Natomiast ona pragnęła poznać granice jej niewidzialnego więzienia. Krocząc na kolanach napotkała nagle na niewidzialną ścianę. Oparła się o nią czołem, po czym zamknęła oczy. Z tej odległości mogła lepiej usłyszeć odgłosy walki. Coś jednak ją zaniepokoiło... Wstrzymała oddech. Zmarszczyła czoło, po czym wytężyła słuch najlepiej jak, tylko mogła.
- To nie jest Fairy Tail! - wykrzyknęła nagle, otwierając oczy i podnosząc gwałtownie głowę. Odwróciła ją w stronę demona, patrząc na niego pytająco. Jednak ten siedział jedynie pod ścianą pokoju. Jego wzrok był wlepiony w drzwi.
- Masz rację - odezwał się po chwili. - To nie twoi przyjaciele. Natsu jeszcze do nich nie dotarł, a dopiero wtedy rozpocznie się wasza wojna... Aktualnie to Plemię Wyspy ... walczy o swój skarb.
- Mój skarb - szepnęła Lucy, spoglądając ponownie na swoje przekleństwo. Brama wydawała się być jeszcze piękniejsza, jednak dla Heartfilii była jeszcze ohydniejsza. Nienawidziła jej.
- Dla nich, to ich skarb. Dla ciebie, to twój skarb. Dla mnie, to skarb Zerefa. Natomiast dla Zerefa, to skarb Anny - zaśmiał się cicho Jackal. - Ta Brama to jedynie łącznik naszych wszystkich przekleństw, które się kulminują. To wszystko dzieje się tu i teraz. Ta wojna ma zbyt wiele przyczyn i celów, lecz głównym jest ocalenie Mavis od Acnologii.
- Czekaj, co?!
- Odkąd Brama została wydobyta na tej wyspie nie dzieją się rzeczy normalne - wzrok chłopaka wydawał się być pusty. Wpatrywał się beznamiętnie w drzwi. Krzyki stawały się coraz głośniejsze. Dziewczyna poczuła nagły chłód oraz szybsze bicie serca. Spojrzała na swoje ręce. Pokrywała je gęsia skórka.
- Adrenalina, czy może strach? - mruknęła do siebie. Zerknęła ponownie na demona. Jego zachowanie znacznie się zmieniło. Czy czekało ich niebezpieczeństwo?
- Em... Co znaczy, że nie dzieją się tu rzeczy normalne? - z jednej strony próbowała nie tracić z nim kontaktu, jednak z drugiej pragnęła dowiedzieć się, co właściwie aktualnie się dzieje.
- Wyspa Zagłady została tak nazwana, ponieważ setki lat temu ziemie te zostały zrujnowane. Ogień. Wszędzie był ogień - demon odwrócił głowę w stronę blondynki. Mimo, że znajdował się daleko od niej, dostrzegała w jego twarzy pustkę. Kompletnie nie wiedział jak się zachowywać. Był sparaliżowany.
- Brama Gwiazd pełni wiele funkcji, dlatego pragną jej trzy strony. Pierwszą są ludzie, którzy umarli w wielkiej katastrofie i których aktualnie słyszymy... Właściwie teraz są to ich dusze, które chcą jedynie zaznania spokoju. Skarb Heartfiliów pełnił funkcję ochronną ich wioski. Wierzyli, że ich obroni przed każdym niebezpieczeństwem, dzięki energii magicznej jaką posiada. Wyznaczyli Strażniczkę do jej pilnowania, a ona wybrała Damy. Wierzono, iż po śmierci dusze, które zasłużyły na Raj przejdą przez Bramę i będą żyć wiecznie szczęśliwi, natomiast ci, którzy przez nią nie przejdą zostaną skazani na wieczne potępienie i nie zaznanie nigdy spokoju. Dusze tych ludzi miały już zawsze błąkać się po świecie żywych, siejąc w nim smutek i cierpienie. Dusze, które teraz walczą o swój skarb nie zdążyły przez nią przejść. Przez setki lat pilnowali swojej wioski, mając nadzieję, iż kiedyś nadejdzie dzień, w którym będą mieli okazję przejść przez wrota Bramy Gwiazd. Chcą obronić swoje szczęście. Drugą są ludzie, którzy pragną odzyskać zmarłe osoby. Legenda o tym, iż Brama jest w stanie to uczynić jest prawdziwa, jednak to, że Zeref poprosił Annę o jej użycie jest mitem. Zeref jest trzecią stroną. Chce pokonać Acnologię, który zagraża naszemu bytowi, aby samodzielnie przejąć harmonię nad światem... Właściwie... Jemu chodzi wyłącznie o Mavis, ale ta informacja nie jest ci jakoś szczególnie potrzebna. Do tego potrzebuje Bramy. Źródło mocy, które się w niej znajduje, a raczej w Damach, które ją zasilą, sprawi, iż jeden z trojga Synów Wyspy Zagłady stanie się najpotężniejszy, a jego energia zniszczy dwóch pozostałych.
- Dlaczego Acnologia miałby się na to zgodzić? - Heartfilia zmarszczyła czoło. Wszystko powoli zaczynało łączyć się w całość, jednak dalej nie mogła pojąć wielu rzeczy.
- On o tym nie wie - wyszeptał Jackal z diabelskim uśmiechem na twarzy. - On uważa, że powodem tej wojny jest to, co myślicie wy. Jednak wy wróżki jesteście tu nikim. Najważniejszy jest Natsu i Damy.
- Co z Mavis?! - w głowie blondynki pojawił się zamęt.
- Mavis? - demon zaśmiał się głośno. - Ona chce powstrzymać Zerefa. Wierzy, że jest w stanie pokonać Acnologię! Nie ma pojęcia, że on chce jedynie jej szczęścia!
Lucy zagryzła dolną wargę. Nic nie mówiąc, odwróciła się od chłopaka w stronę drzwi. Podsunęła kolana pod pierś, po czym oparła o nie głowę.
- Walka duchów - szepnęła, jednak po chwili dodała głośniej. - Dlaczego nie pozwolicie im przejść przez Bramę?
- To część procesu... A mocy jej doda wygrana jej narodu, którą będzie ich wieczna wolność...
- Hm? Skąd znasz te słowa? - zdziwiła się dziewczyna, lecz dalej nie odrywała wzroku od drzwi.
- Chyba muszę wiedzieć jak obsłużyć Bramę - parsknął Jackal. Blondynka westchnęła cicho. Chciała zamilknąć i oczekiwać wyniku tej walki, jednak kolejne pytania cisnęły się jej na usta.
- Z kim oni walczą?
- Z tym, który odebrał im życie, a właściwie z jego duszą.


Rozdział może krótszy, ale ja już normalnie nie wytrzymuję! Już zaraz, dosłownie za chwilę będzie finał i jestem tak mega podekscytowana, że nie jestem w stanie skupić się na tym, co jest tu i teraz! Natsu spotkał mamę, która ostrzega go przed tym, że nadejdzie chwila, w której będzie musiał wybrać! Lucy zostaje pojmana i jest w tej mojej barierze (wreszcie do tego doszłam! Planowałam to od ok. 10 rozdziału i mam super wątek, co do tego!) W ogóle! Chyba się domyślacie, dlaczego tu jest mama Natsu? Wrócili zmarli mieszkańcy wyspy, którzy walczą o swoją wolność! Przecież rodzice Dragneel też się w nich znajdują, czyż nie? Zaraz już zaraz dowiemy się czegoś o Ultear i co ona tu w ogóle robi! Tyle rzeczy do wyjaśnienia i ostateczna rozgrywka... Coś czuję, że 20 rozdział będzie serio długi XD Myślę, że wszystko zakończymy w 20-tce, ale możliwe, że przeciągnie się do 21... Osobiście mam nadzieję, że to będzie ostatni rozdział. Zostanie jedynie jeszcze do napisania epilog, nad którym zastanawiam się od początku powieści... Szczerze mówiąc, to chyba bardziej epicki od niego będzie ten 20, ale postaram się to fajnie zakończyć. Ah! Nie mogę uwierzyć, że to już! Cała wena, która tak mnie męczyła, wreszcie znajdzie swoje mieszkanko! Mam nadzieję, że to wszystko nie skończy się za szybko *_* To by była masakra! Zepsułabym całe moje dzieło! ;-; Szczerze? Okropnie obawiam się tej mojej 20-tki. To ma być mój najlepszy rozdział i dlatego boję się, że będzie najgorszy ;-;  Proszę, trzymajcie za mnie kciuki! Obiecuję, że jeśli stwierdzę, że to wszystko za szybko się dzieje, to przeciągnę do 21 ;) Ale mimo wszystko trzymajcie kciuki!
Do następnego! ♥ ♥ ♥